Komentarze giełdowe Jacka Borawskiego, analityka Domu Maklerskiego Banku BPS
Jacek Borawski
RSS


Kategorie: Wszystkie | Komentarze
RSS
wtorek, 27 lipca 2010

          "Psychologowie zauważyli, że ludzie generalnie są nadmiernie pewni swojej wiedzy i umiejętności. Mają tendencję do przeceniania jej jakości i zakresu, niedoceniania ryzyka oraz nadmiernej ufności we własną kontrolę nad zachodzącymi procesami. Zaobserwowano ponadto, że ludzie stają się nadmiernie pewni siebie szczególnie wtedy, gdy wcześniej osiągną szybki sukces w nowej dla siebie dziedzinie."  (Nofsinger, 2001)

            Polacy kochają grać. Zakładać się, handlować, ale jeszcze bardziej kochają prognozować. Wydaje im się że im lepsza prognoza tym więcej pieniędzy na koncie. Nic bardziej błędnego. Przez 17 lat doświadczeń spotkałem wielu inwestorów. Łączyła ich, o dziwo zazwyczaj jedna cecha, byli oni nieprawdopodobnie konsekwentni… w swojej niekonsekwencji. Pamiętam inwestora, który prognozował spadek na indeksie Wig20 o ok. 700 pkt. Stwierdził dodatkowo, że zanim to nastąpi, będzie jeszcze 20-pkt ruch w górę i te 20 pkt też chce wziąć. Ruch był 12-punktowy, więc ostało mu się na tej pozycji chyba do końca, dopłacając depozyt. Reszta inwestorów w trakcie spadków potem (w swej niewiedzy, że jest na złej pozycji) oczywiście mu gratulowała. Niektórzy inwestorzy nie mają niestety – a może stety, odpowiednio nastawionej psychiki do prowadzenia inwestycji kapitałowych. Wręcz im bardziej ktoś ma silne przekonanie do przyszłych zdarzeń, których wystąpienie uważa za pewne :), tym stres połączony z obnoszeniem się z własnym zdaniem może nie pozwolić na konsekwencje w działaniu. Obnoszenie się publiczne może również utrudniać właściwą ocenę dziejącej się sytuacji rynkowej. Nie każdy inwestor będzie potrafił zamknąć pozycję w imię ochrony kapitału, mając świadomość tego co publicznie deklarował. Warto pamiętać, że taki efekt zgodności z własnymi wcześniejszymi deklaracjami może silnie wpływać i wpływa na proces decyzyjny. Trudno jest przyznać się do zmiany zdania przed samym sobą, a co dopiero przed osobami, które słyszały nasze wcześniejsze wygłaszane z przekonaniem prognozy (opinie). A nam słuchających tych „pewnych siebie graczy” wydaje się, że najlepsi są prognostycy.

             Polacy kochają grać, a przy tym bazować na zdaniu znanych prognostyków, którzy czerpią przyjemność ze swoich ‘wirtualnych sukcesów’ bez cienia ryzyka. Większość tych znanych ‘proroków rynkowych’ nie inwestuje jednak swoich pieniędzy, bo jak sami mawiają, nie lubią ciśnienia. To dziwne. Mówić z dużą dozą prawdopodobieństwa o swoich sądach giełdowych, które na domiar dobrego sprawdzają się, a nie angażować swoich środków, tylko cudze. Zadziwiające?!?!?. To tak, jak pomóc komuś rozwinąć biznes. Patrzeć, jak ten drugi potem zarabia, a sobie pozostaje satysfakcja z dobrze wykonanej pracy i właściwej prognozy. Jakie ryzyko takie zyski, ktoś może przytomnie stwierdzić. Ktoś mądry i mi życzliwy mawia zawsze: Kto wie i nie robi – ten nie wie.

             Polacy kochają grać. W sensie aktorskim. Mówią jedno, a robią drugie. Potrafią być w tym nieprawdopodobnie przekonujący. Sam kiedyś widziałem, jak jeden inwestor przekonywał kilku innych, aby nie składali zlecenia na sprzedaż spółki (spółka ta nie dostała pokaźnego zwrotu podatku z Urzędu Skarbowego). Po pół godzinie wszyscy wyszli z punktu obsługi bez złożonych zleceń. „Skuteczny” inwestor sam po chwili podszedł do mnie do lady i stwierdził „No to udało się”. A następnie, złożył zlecenie na sprzedaż wszystkich kilkudziesięciu tysięcy akcji Stalexportu po PKD (wówczas).

            Polacy kochają grać, a jeszcze bardziej kochają gadać. Kiedyś dawno temu, po sesji przysłuchiwałem się dyskusji co najmniej 8 inwestorów. Wszyscy mocno gestykulowali na temat przyszłych wydarzeń na rynku, poczynając od następnej sesji a kończąc na tym, co wydarzy się za rok (zabawne?) . Dość mocno wówczas spekulowali na temat wydarzeń na indeksie S&P500. Nie mogłem uwierzyć, że tak lekko im się na ten temat rozmawia, pamiętając, że dzienny obrót na spółkach wchodzących w skład tego indeksu wynosi bagatela 400 mld $. Parsknąłem śmiechem, kiedy usłyszałem, że są pozytywne dywergencje na MACD na 5-minutowym wykresie. A to mogłoby przecież zapowiadać wzrosty. A 400 mld $ tego nie widziało? Bardzo dziwne. Inwestorzy, którzy niewiele mają, uwielbiają decydować za miliardy innych, co się wydarzy. Czy można rzec : cierpią za miliardy (nie swoich dolarów) ? Obawiam się że tak. Jednak największą moją uwagę przykuł jeden z inwestorów tej grupy. On tylko przysłuchiwał się dyskusji pozostałych gardłujących. Jako osoba wprowadzająca zlecenia praktycznie całej tej grupki, niestety wiedziałem, że gestykulująca siódemka miała na rachunkach do kilkunastu tys. złotych. Co ciekawe, ten, który w ogóle się nie wypowiadał miał tych złotych kilkanaście milionów. Ten status można równie dobrze  odnieść do przeróżnych finansowych for internetowych. Liczne wypowiedzi, mnóstwo nerwowych Nicków. Czy to nie tak, że im więcej postów tym mniej kasy na rachunku. To bardzo możliwe. Jedni gadają a inni zarabiają.

            Polacy kochają grać, a inwestorzy giełdowi to najwięksi megalomani na świecie. Ciągle słyszę„…a nie mówiłem – przecież tak miało być”. Biorąc wszystkie opinie inwestorów do tzw „kupy”, okazałoby się, że każdy jeden powinien już dawno znaleźć się na liście 100 najbogatszych Polaków. Jednak okazuje się, że droga pomiędzy mówieniem a zrobieniem jest, jak stąd (w Polsce) do Las Vegas.  Kiedyś jeden z inwestorów uchodził (chyba nadal uchodzi) za wielkiego speca giełdowego w kwestii prognoz. Prognoz nie tylko giełdowych, ale w ogóle wszystkiego co z finansami się wiąże. Ciekawe, że prawie wszystko, co mówił sprawdzało się. Miał na koncie w swoim biurze maklerskim circa 300 zł. W dodatku tylko dlatego, że je przed chwilą wpłacił. Co jakiś czas jeden głupi deal i jego rachunek się zerował. W bezstresie wszystko jest łatwe i przyjemne a w stresie inwestor potrafi nawet zapomnieć jak się nazywa i jakim prognostą bywa.

A wszystko dlatego, że Polacy kochają grać, a to z zarabianiem pieniędzy na giełdzie nie ma nic wspólnego.

A kto uważa, że jest bez grzechu(giełdowego) – niech pierwszy rzuci w tego bloga kamieniem.

PSy : Najlepszy profesjonalny komentarz analityka jaki ostatnio usłyszałem w telewizji W dalszym ciągu spodziewamy się wzrostów, choć w każdej chwili można spodziewać się zwrotu. Gratuluję 100% skuteczności.

PSy2 (Ostatnia krew): Jak czuje się teraz zarządzający który w telewizji na początku lipca na najbliższy kwartał  rekomendował 80% środków na lokacie, a 20% na krótkich pozycjach na Wig20 ? I skąd wziąć pieniądze na depozyt ?

Podziękowania dla Artstana (wyszło do rymu), za kreatywną dyskusję dotyczącą rozważań o zachowaniach inwestorów giełdowych.

10:35, borawski.jacek
Link Komentarze (15) »
poniedziałek, 26 lipca 2010
sobota, 24 lipca 2010
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5